Nie zezwalam na kopiowanie tekstów i zdjęć ze strony bez mojej zgody, zgodnie z Dz. U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 nr 43 poz. 170 cyt.:
kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie materiałów w całości lub w części bez zgody autora jest zabronione, stanowi naruszenie praw autorskich i powiązane jest z odpowiedzialnością karną”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacery. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2013

Liloko pozuje

Tak właściwie to kompletnie nie mam pomysłu na notkę, chcę tylko wrzucić przefantastyczne zdjęcia autorstwa Karoliny Komendy - dziękujemy (po raz setny) i tu :)

wubba sprawuje się fantastycznie!






kuku :)



...
nie potrafię znaleźć słów jak bardzo kocham tego psa <3


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Spring, where are you?

Pierwsza ważna informacja: od piątku blog będzie funkcjonował pod nowym adresem http://liluckcs.blogspot.com/

Chyba nikogo nie zdziwimy pisząc, że u nas kwiecień i ŚNIEG. Co prawda dzisiaj przez kilka godzin świeciło ładne słoneczko, ale nie zapominajmy o prima aprilis :) Blog zyskał nową szatę na przywołanie wiosny, która mam nadzieję nadejdzie już niedługo. Oprócz nowych kolorów edytowałam strony, na które możecie trafić klikając w banerki po prawej stronie, a także każdy post dostał etykiety. Mam nadzieję, że nowy wygląd przypadł Wam do gustu ;)

U nas trochę nowości. Aktualnie pogoda nie pozwala nam na dużo, dłubiemy sobie obi i ćwiczymy różne kombinacje na hopkach, a także uczymy się nowych sztuczek. W planach mam zamiar zająć się rozwijaniem Lilokowych umiejętności fizycznych.
21.03. miałyśmy okazję wystąpić w szkolnym pokazie talentów. Miałam bardzo mieszane uczucia jak to wyjdzie, jednak ostatecznie okazało się, że oczywiście to ja zawaliłam - stres mnie zjadł kompletnie i zapomniałam o kilku sztuczkach. Sucz natomiast spełniła swe zadanie na 101%! Udało się wywalczyć II miejsce (brakowało jednego głosu do remisu z I), ale czuję niedosyt. Na szczęście zostałyśmy zaproszone na inny pokaz w czerwcu, więc jest jeszcze dużo czasu do przygotowania czegoś fajnego. ;)

Zdjęcia z początku marca, gdy wiosna przyszła do nas na chwilkę.

piesek radośnie sobie hasał



i wcale nie było zimno :c










Potem przyszła znów zła zima... która trwa do dzisiaj...




wiosno, czekamy!

piątek, 18 stycznia 2013

Filmik!

To temat, w którym ostatnio dość konkretnie się obijałyśmy - ostatni filmik był na początku czerwca...
Więc dzisiaj prezentuję nowy, zimowy film! Zapraszamy do oglądania :)


środa, 12 grudnia 2012

Time, please, stop for a minute...

Oj...
patrzę na klawiaturę i zastanawiam się, co mam napisać... czas ucieka, mamy już grudzień (12.12.12 ;)), zimę, I semestr zbliża się ku końcowi, własnie trwają 3 dni próbnych egzaminów, nauczyciele szaleją, nie ma czasu na ogarnięcie chociażby bałaganu w pokoju ;-) a pies... pies żyje, przewala się z podłogi do klatki, z klatki na łóżko... a ja?
Ja mam ochotę nacisnąć magiczny przycisk STOP!
i chwilę odetchnąć. Najlepiej oczywiście z psem. Najlepiej na spacerze



wtorek, 20 listopada 2012

Wracamy do życia!

Już po wszystkim! Witamy życie z powrotem ;)
A tutaj jeszcze kilka zdjęć z treningu dzień przed zabiegiem. Zdjęcia autorstwa Karoliny (http://themastersofdisasters.wordpress.com/), dziękujemy!

szempion! <3



piątek, 5 października 2012

(Pod)świadomość

Do napisania tej notki zbierałam się już od bardzo, bardzo dawna... Mam nadzieję, że teraz uda mi się skleić w sensowną całość to, co siedzi mi w głowie :)


Biorąc pierwszego psa do siebie nie miałam jakiś wygórowanych oczekiwań. Li miała być moim najlepszym przyjacielem, miała być moim psem. Nie pamiętam kiedy dokładnie to było, ale w pewnym wieku zaczęłyśmy ćwiczyć pierwsze sztuczki, zaczęłyśmy bawić się w aportowanie, ganiać za frisbee itp. Wszystko było cudownie, ja byłam zachwycona, pies był zachwycony. Mimo, że nasze "treningi" były zdecydowanie za długie, pies był ciągle gotowy i chętny do pracy. Bo to była ZABAWA, my po prostu bawiłyśmy się :) Ja nie miałam żadnych oczekiwań, Lilu nie czuła żadnej presji z mojej strony... cud miód. ;)


Wraz z biegiem czasu zaczęły się się pierwsze zgrzyty. Zwiększała się moja wiedza, a co z tym idzie wymagania i ŚWIADOMOŚĆ jak poszczególne ćwiczenia/sztuczki/inne miały wyglądać. Zaczęłam bardziej przyglądać się naszym sesjom i poprawiać błędy - a jeśli psu nie wychodziło bo źle pokazywałam/Li miała zły dzień/przerosło ją to/nie chciało jej się/miałam za duże wymagania/niepotrzebne skreślić były pierwsze mniejsze lub większe kryzysy. Zaczęłam wywierać na Lilu presję, nad którą w pewnych momentach zdarzało mi się nie panować. Do dzisiaj tak jest - jeśli jestem niestabilna psychicznie (np. zaczynam jeszcze raz jakąś rzecz, chwalę psa, ale w środku jest we mnie jakaś złość, bo nie udało się za pierwszym razem, łatwiej mnie zdenerwować) Lilu cofa się, stoi w miejscu, jest głucha, patrzy na boki i nie ma najmniejszego zamiaru nawiązać ze mną nawet kontaktu wzrokowego, dopóki się nie ustabilizuję ;)
Tak samo do dzisiaj najlepsze są nasze spontaniczne treningi - "poćwiczymy coś? poćwiczymy! dlaczego nie!". Ja nie mam wtedy wymagań i nie naciskam na sucz. Daję Li komendę, ma ją wykonać, jak zrobi dostanie nagrodę i nic więcej od niej nie oczekuję. Nie mam wygórowanych wymagań, zazwyczaj podczas takich ćwiczeń cieszę się tym, że pies w ogóle chce pracować :) ja się cieszę - Li się cieszy - Li chce pracować! Nawet jak zwieje do innego psa nie jestem na nią zła, bo przecież zaraz przyleci i będziemy bawić się dalej.



Z Lilu absolutnie nie przejdzie dokładne planowanie ćwiczeń. Wtedy presja i wymagania podświadomie, automatycznie są większe, bo przecież wiemy i jesteśmy świadomi jak to ma wyglądać. Piesek nie jest wtedy zbyt szczęśliwy i zazwyczaj pracy odmawia, albo robi to bardzo niechętnie. ;) Wiem, że powinnam być wyluzowana i szczęśliwa podczas takich ćwiczeń, ale nie zawsze mi to wychodzi. Jedno małe potknięcie i już w środku się zachwieję, co Lilu potrafi bardzo łatwo wyczuć, a wtedy... klapa.

Jeśli chcę coś z nią zrobić to planuję tylko... co. Np. jeśli chcę poprawić chodzenie przy nodze to owszem, jakiś tam zarys w głowie mam, ale nie planuję szczegółowo ćwiczeń. Poskaczemy do frisbee? OK! Ale czy to będą overy, vaulty, dystansowe... Nieważne! Wyjdzie w praniu! ;) Tak Lilu o wiele lepiej się pracuje, bo obserwuję ją i w zależności obniżam/podwyższam poprzeczkę. Oczywiście są wyjątki, kiedy szczegółowe planowanie pomaga, ale jest ich baaaardzo malutko. :) a wyjątek potwierdza regułę...
Długo zajęło mi zaakceptowanie faktu, że z Lilu jest marny pies sportowy. Predyspozycje fizyczne ma ogromne (mając 35 cm w kłębie potrafi skakać na metr w górę, czasem i więcej, jest z niej mała torpeeeeedka) ale gorzej z samym faktem pracy. Bardzo różnie z tym bywa, więc jeśli mamy się denerwować obie, jeśli coś nie wyjdzie to.... po co? ;)



Gdy miałyśmy kryzysy w pracy często robiłam przerwy na zasadzie spacerujemy, nic nie robimy/klikamy niewielkie rzeczy, lovciamy się i w ogóle... :D Teraz tak jak wygląda przerwa wygląda nasze życie. Mimo żalu pożegnałyśmy się z flyballem, nie pamiętam, kiedy ostatni raz mój pies biegał za piłką. Jeśli biorę ją w jakieś stare lub zupełnie nowe miejsce i widzę, że nie ma ochoty biegać za zabawką nie robi tego. Po prostu spaceruje, idzie obok nawet jeśli wokół pieski pracują. Znacznie zminimalizowałam treningi frisbee(no, aktualnie nie biegamy za talerzami w ogóle)/obedience/rally-o/dog dancingu/sztuczek. Zabawki są do zabawy, nie stawiam za nie wymagań, ponieważ i tak są dużo mniejszą motywacją niż żarełko. Może czytając to nie odczuwacie żadnej różnicy, ale przyznaję, że jest OGROMNA. Bo aktualnie nie robimy prawie nic i jest nudno. ;) ale przynajmniej Li jest szczęśliwa, bardziej mi ufa i na tym mi najbardziej zależało :).



PS. serce badane osłuchowo - Lilu 2,5 roku - nie wykryto absolutnie nic niepokojącego :)

wtorek, 2 października 2012

Lilu i Blair

loczi i bloczi!



ślicznie razem wyglądają, prawda? :)
ale... pozory mylą :D Lilu niezbyt przepada za towarzystwem Ble, ponieważ... Ble jest szczeniaczkiem ;)

A ja patrząc na małą czarno białą zastanawiam się, jak ja wytrzymam ze swoim przyszłym szczeniaczkiem! Nawet urok papisiów mnie do nich nie przekonuje, dużo bardziej wolę podrostki/dorosłe psy, z którymi można już coś robić :D ale jeszcze mam czas...

Niedługo postaram się nabazgrać dłuższą notkę ze zdjęciami, bo dawno nas tutaj nie było :)